| serranablog - archiwum: cykliczność |
|
strona główna 2004-10-08 11:33:55 cyklicznośćZaczął się Warszawski Festiwal Filmowy, zaskoczył mnie, prawdę mówiąc, nie przypuszczałam, że to już. Odmierzam czas festiwalami: co roku przychodzą do nas Tomek i Karolina, przynoszą katalog, wymieniamy się informacjami o filmach. Ja zaznaczam swoje filmy, P. swoje, wychodzi nam, że wspólnie możemy pójść na jeden seans. Potem mnie wypadają dodatkowe zajęcia, P. koniecznie musi iść na jakieś ważne spotkanie i w efekcie znam cały katalog na pamięć, a filmów obejrzę co najwyżej dwa, trzy. I tak co roku. W tym roku dodatkowe utrudnienie, czyli końcówka remontu. Chcemy się przeprowadzić w niedzielę, oczywiście rodzice jak to usłyszeli, dostali spazmów ze śmiechu. No bo jak można się przeprowadzić do mieszkania, gdzie nie ma łóżka, szaf i zrobionej kuchni. Decyzja jednak zapadła, trudno jest w nieskończoność kursować między pracą, szkołą, sklepami położonymi na obrzeżach Warszawy a dwoma mieszkaniami. Komunikacją miejską, rzecz jasna. Z cyklu: dlaczego podejmowanie dokonywanie wyborów w świecie ponowoczesnym jest trudne: serrana w ciągu 5 minut musiała kupić farbę do pokoju. Zestresowana tym, że już jest spóźniona do pracy, a zgromadzona publika wyraźnie oczekuje jakiejś decyzji, wskazała niepewnie paluszkiem na próbkę koloru. No i moi Państwo, jaki efekt! Pokój miał być słoneczny, energetyzujący, pobudzający do twórczej pracy, a okazał się być po prostu żółty oczojebny. Kolor ten podobno działa na ludzi destrukcyjnie (relacja teścia in spe), wczoraj jednak spędziliśmy tam z P. upojny wieczór szorując podłogę benzyną i jakimiś wiórkami i było całkiem fajnie, więc może jednak da się przeżyć. skomentuj (8) |