| serranablog - archiwum: seria niefortunnych zdarzeń |
|
strona główna 2005-01-22 23:24:45 seria niefortunnych zdarzeńPodobno człowiek dramatycznie przeżywa moment, w którym odkrywa, że jego rodzice okazują się głupsi od niego. Mnie to na szczęście do tej pory ominęło, natomiast dobija mnie świadomość, że od pewnego czasu lotność umysłu systematycznie mi się obniża, szczyt przypadał jakieś 3-4 lata temu, dzisiaj z trudem przychodzi mi wypowiedzenie zdecydowanej opinii, wszelkie zdania obficie okraszam kwantyfikatorami typu „przy założeniu że..”; "istnieje możliwość, że w określonej sytuacji wystąpi następujące zjawisko...” Bla, bla, bla. Libido naukowe mi opada, co bardzo źle rokuje, jako że wybrałam sobie zawód, w którym liczy się nieustanny rozwój i pogłębianie wiedzy; akademickie dyskusje nużą zamiast pobudzać, uczelniane klimaty lepiej przyswajam na kartkach kolejnej powieści Davida Lodge’a niż w rzeczywistości, a już najbardziej odrzuca mnie od pisania. Stworzenie kilku sensownych zdań przychodzi mi w bólach, a gdy praca polegać ma na ciągłym płodzeniu błyskotliwych artykułów, jest to pewna niedogodność, nieprawdaż? Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji może być to, że przynajmniej grafomania mi nie grozi. Oczywiście bardzo możliwe, że właśnie przechodzę fazę przewlekłego lenistwa, taką spóźnioną, jako nastolatka jej nie doświadczyłam, więc może teraz mnie dopadła. Jako remedium ordynuję sobie seanse terapeutyczne z P., którego umiejętności błyskawicznego nabywania wiedzy i tworzenia tekstów mną wstrząsają. Niezłego kopa dają też wieczorne telefony do Bardzo Zdolnego Kolegi, nie nadążam za jego pomysłami i projektami. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że Kolega nie zdaje sobie sprawy z mojej niedyspozycji i chce wspólnie ze mną napisać książkę. Jako niezrealizowany naukowiec i zaawansowana housewife postanowiłam, że przynajmniej będę piękna - w zeszłym tygodniu powierzyłam swe włosy fryzjerowi. Chciałam mieć fryzurę w stylu Poli Raksy w „Beacie”, a wyszło coś na kształt młodego Niemena. Też ładnie. Aby utrzymać notkę w klimacie Lemony Snicketa, dodam, że w naszej kamienicy, w której znajduje się 19 mieszkań, w ciągu ostatniego tygodnia zmarły trzy osoby. Dwie śmiercią naturalną, jedna w skutek ran zadanych nożem. Mieliśmy też napad i próbę włamania. To co, wpadniecie do mnie w przyszłym tygodniu na urodziny? PS Niech mnie ktoś zabierze na „Kabhi Khushi, Kabhie Gham”, bo P. się wymiguje, a inni już widzieli na pokazach przedpremierowych. skomentuj (4) |